Świadectwo Eweliny

Od dłuższego czasu prosiłam Pana Boga, aby  pokazywał mi jak mam kochać, czym jest doskonała miłość bliźniego. Nie to co ja myślę na ten temat, ale tak jak On chce bym kochała.

Na naszą modlitwę niedzielną od początku przychodziłam z jedną intencją  – Aby Pan udzielał mi jeszcze więcej miłości.Sama również  czytałam różne książki na temat miłości, szukając właściwej odpowiedzi.Najbliższe memu sercu stały się słowa o miłości  Św. Tereski, która pisała:

„ Kiedy chcę w sobie spotęgować miłość, zwłaszcza, gdy szatan stara się stawić mi przed oczy duszy braki tej czy tamtej siostry, która jest mi mniej sympatyczna, staram się jak najszybciej doszukiwać się jej cnót, jej dobrych pragnień; mówię sobie, że jeśli zobaczyłam ją raz upadającą, pewnie odniosła dużą ilość zwycięstw, które pokrywa pokorą oraz, że nawet to, co wydaje mi się być uchybieniem, ze względu na dobrą intencję zupełnie dobrze może być aktem cnoty” ( C12v-13r)
Pytałam siebie samej: Jaka jest moja miłość do bliźniego (mąż, dzieci, osoby ze wspólnoty). Często zadawałam sobie pytanie, jakie są moje intencje, czy nie szukam swego ?
Na ostatnią  modlitwę(2016-01-24) przyszłam z pustymi rękami, mając  poczucie słabości i ułomności swojej.

Gdy  zaczęła się modlitwa i śpiewaliśmy: „Duchu Święty, miłości miłosierna wylewaj się na nas…”
poczułam, że bardzo  potrzebuję miłości miłosiernej, bo jestem słaba i nie potrafię tak kochać, ranię innych.
Podczas słów „ty wiesz ile jest we mnie leku,  ty znasz wszystkie moje rany…”
zrozumiałam, że bardzo trudno mi kochać miłością miłosierną innych, bo nie jestem wolna.
Prosiłam o  miłość, która jest łaskawa, by cieszyć się nawet najdrobniejszą dobrą rzeczą, którą zauważę u innych, oraz dobrze mówić, dobrze życzyć i błogosławić, nie oceniać, ale próbować zrozumieć; o miłość, która nie pamięta złego i nie  wraca do tego co było złe, nie rozpamiętuje złych chwil, jest przebaczająca; o miłość, która wszystkiemu wierzy.
Jednocześnie zrozumiałam, że taka miłość jest darem.
Pod koniec modlitwy i słów ostatniej pieśni „bo jak śmierć potężna jest miłość ,..płomień Pański ‘’ poczułam jak Pan Bóg wlewa swoją miłość, co objawiało się fizycznie uczuciem gorąca.

Modlitwa się skończyła.
Zaczęłam dostrzegać owoce tego uzdrowienia. Pierwszą rzeczywistością, którą zauważyłam jest to ,że mam większą wyrozumiałość co do słabości  czy wad męża oraz  dzieci. O ile wcześniej w pewnych sytuacjach pojawiała się irytacja oraz złość tak teraz częściej jest zrozumienie, życzliwość – po prostu w takich momentach myślę sobie, że starali się, ale nie wyszło.

Pozdrawiam
Ewelina

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *