„Dobrze jest grać naszemu Bogu, wdzięcznie jest nucić pieśń pochwalną…” (kilka refleksji nt. modlitwy uwielbienia) cz. I

Historia Siloe

W latach 1977-1985 ukazało się 30 numerów Listu do Oaz Modlitwy i Grup Modlitewnych Siloe (w tym teksty Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego). Od kilku lat Centralna Diakonia Modlitwy podjęła się kontynuacji tego dzieła wydając kolejne numery tego listu, w których podejmuje problematykę szeroko pojętego życia modlitwy. Od lipca 2011 roku Siloe zostaje wydawane w wersji elektronicznej.

Czerpiąc z archiwum Listów Siloe będziemy przedstawiać wybrane artykuły dotyczące modlitwy.

 

„Dobrze jest grać naszemu Bogu, wdzięcznie jest nucić pieśń pochwalną…”

(kilka refleksji nt. modlitwy uwielbienia) cz. I – Tatiana Kwiatkowska

Do poruszenia tego znanego i często podejmowanego tematu skłoniły mnie usłyszane niedawno słowa, iż my Polacy (oazowicze) „jesteśmy społeczeństwem jęczącym”. Jakoś o wiele łatwiej i szybciej przyjmujemy i wypowiadamy słowa dotyczące naszych kryzysów,  trudności, „krzyży” w naszym życiu niż podejmujemy wysiłek wyjścia poza to, ograniczone spojrzenie. Z trudnością otwieramy się na to czego, być może, nie rozumiemy, a może być darem Boga.

Wydaje się, że w życiu codziennym, które jest w jakimś sensie pustynią, nie pozwalamy aby towarzyszył nam obłok Pański (por. Wj 40,34-38), aby stał się naszym doświadczeniem, aby chwała Boża nas otoczyła. Właśnie modlitwa uwielbienia prowadzi do tego doświadczenia, pozwalającego stanąć razem z Maryją, aniołami, rzeszą świętych i włączania się w trwające nieustannie hymny pochwalne. Oczywiście „nasze hymny niczego Bogu nie dodają”, ale sprawiają wielkie cuda w nas samych, w naszych sercach. Modlitwa uwielbienia otwiera człowieka na to, co niewyrażalne, czego nie może on ogarnąć swoim myśleniem, uczuciami, wyobraźnią, a jednocześnie, co wypełnia go całego. Wiemy (logicznie konkludując) i czujemy, iż nie jest to do końca nasze dzieło i tylko nasza sprawa.

Często możemy zaobserwować, że interpretacja pieśni chwały podczas spotkań modlitewnych daleko odbiega od ich nazwy. Gdzie szukać źródła tego stanu ?

Otóż cud obecności przed tronem Baranka zależy w pewnym stopniu od nas samych. Wszelkie działanie powinno wypływać z pragnienia dlatego myślę, że warto sobie zadać pytanie: czy jest we mnie pragnienie uwielbiania Boga ? Jeśli nie ma, to dlaczego tak jest ?

Warto zwrócić uwagę na kilka dość istotnych i powszechnych przyczyn takiego stanu:

–        To mnie przerasta, nie potrafię, inni modlą się lepiej;

–        Zgrzeszyłem i nie jestem godzien Boga uwielbiać;

–        Mam tyle problemów, życie jest takie ciężkie;

–        Mam kryzys poczekam, aż będzie lepiej;

Wszystkie te tłumaczenia, postawy łączy jeden wspólny mianownik – JA SAM. Tymczasem warto ciągle uświadamiać sobie, że Bóg jest zawsze godzien uwielbienia, nie ze względu na to, jak wygląda moje życie (choćby nie wiem jak marnym mi się wydawało), ale dlatego, że jest Miłością i wydał za nas swojego Syna. Często, paradoksalnie próbujemy tłumaczyć, że kiedy będzie dobrze, to wtedy będę Boga uwielbiał. A to właśnie uwielbienie jest krokiem do doświadczenia Boga; ono uwalnia od myślenia o swojej grzeszności (Bóg jest większy od naszego grzechu), problemach! (Bóg jest Panem przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, a nie ja, więc po co planować swoją karierę lub wykształcenie właśnie na spotkaniu modlitewnym). Gdy przestaję obciążać siebie troskami, marudząc przed Panem – moje serce zaczyna poszukiwać dobra, otwiera się na Boga, tym samym wchodzimy do świątyni, w miejsce najświętsze…

Czy jednak rzeczywiście wchodzimy? Spróbujmy przez chwilę zatrzymać się na obrazie naszego serca jako świątyni i wyodrębnić kilka etapów modlitwy uwielbienia w oparciu o tę analogię.

Pierwszym etapem wchodzenia do świątyni jest przedsionek, w którym próbuję zostawić wszystko i doprowadzić całego siebie „ do siebie”. Tutaj jest miejsce na moją decyzję – chcę wejść dalej lub też zostaję i daję się prowadzić swoim troskom, problemom, myślom, nie wychodząc poza siebie. Często dzieje się to nieświadomie. Sądzę, że na spotkaniach modlitewnych wiele osób pozostaje właśnie na tym etapie, brakuje kroku zaufania, wzbudzenia pragnienia i świadomej decyzji, co staje się przyczyną małej owocności tego czasu dla uczestników i ciężarem dla prowadzących.

Jeżeli jednak podejmuję wysiłek pójścia dalej, to kolejnym etapem jest dziękczynienie, kiedy zaczynam zauważać dobro, którym obdarza mnie Pan w swej łaskawości. Tym samym widzę, że Bóg nie jest gdzieś daleko, wcale mnie nie opuścił (pomimo iż takie doświadczenie może właśnie mi towarzyszy), On jest w moim życiu i działa. Jest to czas mojej aktywności przed Panem, kiedy wyrażam swoje „CHCĘ”. Oczywiście Bóg dla każdego z nas ma jedyną i niepowtarzalną drogę, którą prowadzi.

Dlatego kolejnym i najważniejszym momentem jest dać się prowadzić (co również wymaga odwagi i pokory). Bóg udziela nam swego Ducha, który oczyszcza nas, abyśmy mogli wejść w miejsce najświętsze naszego serca, gdzie przebywa Pan i spotkać się z Nim twarzą w twarz. Jest to szczególny czas łaski, kiedy dając się prowadzić, sami otrzymujemy nieskończenie wiele, gdy Bóg uwalnia nas od nas samych, od tego co jest skażeniem grzechem, słabością. Potrzeba, abyśmy ciągle uświadamiali sobie, że czas spotkania modlitewnego może i powinien stać się czasem osobistego doświadczenia (jedynego w swoim rodzaju, dla każdego człowieka niepowtarzalnego i wciąż nowego) i jednocześnie doświadczenia tajemnicy wspólnoty zjednoczonej w chwale Tego, który objawia się i daje się poznać.

Warto w tym miejscu podkreślić, że modlitwa uwielbienia nie jest czasem „zwiedzania świątyni” (co może nam się przydarzyć i na czym możemy się zatrzymać), a więc poznawania siebie, rozglądania się za tym nad czym powinienem pracować, co zmienić, co jest we mnie nie tak. W uwielbieniu staję tu i teraz przed Bogiem, który zna mnie całego, wie dokładnie jaki jestem i jednak pragnie, abym był przy Nim. Może nam w tym pomóc wyobrażenie sobie tego miejsca, gdzie przebywają już wszyscy ci, którzy „wyprzedzili nas”, są teraz dla nas wzorem świętości. Zadziwiające jest, że trwają oni nieustannie przed Bogiem wyśpiewując Mu hymny pochwalne, z czego wynika i co jest wielką tajemnicą – nigdy się tym nie znudzą. My też mamy takie „okazje”, aby być może po ludzku nieudolnie i na naszą miarę, włączyć się w to, co tak naprawdę jest niewyrażalne i nie dające się opisać, a jednocześnie mogące stać się naszym udziałem.

Jeśli jeszcze „jest ci trudno” i „nie wiesz”, zaproszenie zamiast zakończenia:

„…Odwróć się od myśli twoich, a nawróć się do myśli moich.

Nie odwracaj porządku świata: Bóg jest Zbawicielem twoim,

a nie ludzie. Pomyśl, że nie wszyscy cię nienawidzą.

A gdyby wszyscy nawet uważali się za twoich wrogów

[i gdyby wszystko odwróciło się przeciwko tobie], to na pewno

Ja [Maryja] zawsze jestem dla ciebie Matką Pięknej Miłości,

To na pewno Jezus umiłował cię do końca, to na pewno

Ojciec jest zawsze miłością…”

/z „Zapisków więziennych” S. kard. Wyszyńskiego/

 

Siloe Nr 19 z Oazy nr 49 (3/2001)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *